70% zawodów zniknie. Ja sam straciłem coś, zanim to zauważyłem

Piotr Muszyński, Architekt AI: dlaczego funkcjonalność przestaje się liczyć, a walutą staje się witalność. Osobista historia z pp.tv.

Piotr Muszyński

Marcin czyta tu ciało. Ja czytam to, co dzieje się w Twoim cyfrowym życiu. To ten sam most, o którym już kiedyś pisałem, tyle że tym razem chcę Ci opowiedzieć coś, czego wcześniej nie mówiłem głośno.

W „Naszej Przyszłości" u dr. Marcina Koreckiego rozmawialiśmy o czymś, co brzmi jak clickbait. A wcale nim nie jest. Funkcjonalność, przez lata najważniejsze słowo w moim zawodzie, właśnie przestaje się liczyć.

"Funkcjonalność schodzi w tło, a walutą przyszłości jest witalność. > — Daniel Priestley, cytowany w rozmowie „Naszej Przyszłości""

Kiedyś liczyło się, że coś działa. Teraz liczy się, kto to robi

Przez lata mój zawód dzielił się prosto. Byli fachowcy od automatyzacji i przesyłu danych. Byli ci od kreowania procesów. I byli inżynierowie promptu, czyli moja własna przeszłość. Cała ta praca miała jeden wspólny mianownik: funkcjonalność. Czy to działa, czy jest szybciej, czy jest wygodniej. I tyle.

W rozmowie z Marcinem padło pytanie, na które nie miałem gotowej odpowiedzi, dopóki go nie usłyszałem: co się dzieje, kiedy funkcjonalność przestaje być rzadkością. Odpowiedź jest prosta i trochę niewygodna. Gdy coś jest dostępne dla każdego, przestaje wyróżniać. Wyróżnia to, czego maszyna nie skopiuje tak łatwo.

Lewa i prawa półkula, tylko że teraz to nie metafora

Przez dekady umiejętności analityczne, czyli logika, procesy, dane, uchodziły za jedyne poważne. Empatia, intuicja, nielinearne uczenie się, zdolność tworzenia czegoś z niczego, to były cechy zostawiane na marginesie. Przypisywane raczej artystom niż ludziom biznesu.

Dziś to się odwraca. AI wzięło na siebie właśnie tę lewą półkulę: logikę, przetwarzanie danych, powtarzalne procesy. Zostaje to, co ludzkie i trudne do skopiowania. Fantazja, empatia, umiejętność przewidywania, jak coś się rozwinie, zanim jeszcze powstaną na to twarde dane. W rozmowie nazwaliśmy to metaskills. Nie nowy termin. Ale dopiero teraz naprawdę zaczyna się liczyć.

I to ma znaczenie dla Twojej energii, nie tylko dla Twojego CV. Logikę da się zautomatyzować. Empatii i uważności nie da się. One kosztują witalność, którą trzeba mieć w zapasie, zanim jej użyjesz.

Ile czasu tak naprawdę oddajemy sprawom formalnym

Marcin przywołał liczby. Od razu zastrzegł, że to szacunki, nie twarde statystyki z jednego źródła. W skrajnych wersjach sprawy formalne i administracyjne potrafią zjadać do 90% czasu człowieka. Bardziej ostrożne szacunki, oparte na szerszych danych, mówią o 50 do 70%. Nawet biorąc dolną granicę, to oznacza, że połowę życia oddajemy rzeczom, które można oddelegować.

To nie jest tylko strata czasu. To strata energii, której nie odzyskasz samym zarządzaniem kalendarzem.

To jest właśnie pole dla tego, co w rozmowie nazwaliśmy architekturą cyfrową opartą na egzoszkielecie kooperatywnej inteligencji. AI nie ma robić wszystkiego za Ciebie. Ma sprawić, że wieczorem, wracając do domu, nie zostajesz z zerem energii.

Ostrzeżenie, które trzeba usłyszeć razem z nadzieją

Daniel Priestley, którego Marcin cytował, ostrzega przed czymś, co nazwał cyfrowym feudalizmem: kto ma kapitał, zbuduje sobie ogromne struktury, i cyfryzacja stanie się elitarna. To realne ryzyko, nie strasznik na pokaz.

Ale jest też druga strona. Duży koncern ma naturalne opóźnienie, drogę służbową, warstwy zgód. Dwuosobowy zespół, który zna najnowsze modele AI, potrafi dziś zrealizować to, do czego kiedyś potrzeba było całej armii ludzi. To nie pociesza kogoś, kto właśnie stracił pracę. Ale pokazuje, gdzie jest realna przestrzeń, jeśli ktoś zdecyduje się ją zająć.

I niezależnie od tego, po której jesteś stronie, kapitału czy nie, zasada zostaje ta sama. Bez energii nie zbudujesz nic, nawet w najlepszym momencie rynku.

To, o czym mówimy w liczbach, i to, czego liczby nie pokazują

W rozmowie padła jeszcze jedna liczba, ostrożnie, jako coś przeczytanego, nie zweryfikowanego z pierwszej ręki: w ciągu 10 lat ponad 70% dzisiaj znanych zawodów ma zostać zaadaptowanych albo zlikwidowanych, a w ich miejsce ma powstać ponad dwa razy tyle nowych, cyfrowych, których dziś nawet nie potrafimy dobrze nazwać. Traktuję to jako kierunek, nie wyrok, bo nikt uczciwie nie zna dokładnej liczby.

Ważniejsze jest to, co dzieje się z człowiekiem po drodze. Ktoś, dla kogo praca była głównym sensem życia, bez oparcia w relacjach czy w czymś głębszym, może realnie wpaść w izolację, kiedy tej pracy zabraknie. Znam takie historie z bliska, nie z artykułu.

To jest dokładnie ten sam mechanizm, o którym mówimy w Common Roots. Nie chodzi tylko o to, ile zarabiasz. Chodzi o to, czy masz z czego żyć, kiedy praca przestaje być punktem odniesienia.

Moje własne wyznanie, którego wcześniej nie mówiłem

W rozmowie Marcin zapytał mnie wprost, co zmieniło się u mnie samego, odkąd przestałem być dumnym inżynierem promptu, a zacząłem myśleć jak architekt.

Odpowiedziałem szczerze. Im więcej energii wkładałem w trenowanie własnych modeli językowych, tym bardziej zamykałem się w czymś, co sam nazwałem strefą zerojedynkową. Kontakt z człowiekiem skurczył się do telefonu i cyfrowych narzędzi. Stworzyliśmy sobie cyfrowe klony, które pomagają w pracy. Ale też zastępują rozmowy, jakie kiedyś prowadziłem z kolegami, nawet o czymś tak prostym jak wybór telefonu. Dziś pytam o to AI. I choć to naprawdę działa, kreatywność mi po drodze ucieka. Widzę to samo u swoich klientów. Pędzimy. A zdrowie i witalność płacą za to cenę, o której nikt nie mówi w ofertach na wdrożenie AI.

Co bym doradził, wiedząc to, co wiem teraz

Nie szukałbym darmowej wiedzy w internecie ani na kolejnym szkoleniu. Znalazłbym ludzi, którzy robią to zawodowo na co dzień, i zainwestowałbym w oddelegowanie, zamiast próbować dogonić technologię samemu. Ona i tak jedzie szybciej niż jeden człowiek. Ważniejsze jest inne pytanie: jaki kierunek życia chcesz rozwijać. Z większą wiedzą, z większym kontaktem z ludźmi. I stawiając wreszcie na własne zdrowie.

Dlatego to ląduje w Common Roots, nie tylko na mojej stronie

Marcin ma rację, kiedy wraca do metafory drzewa. Można rosnąć jak najwyżej, ale bez korzeni się nie rozkwitnie. Ja dokładam do tego drzewa gałąź technologii. Ale korzenie, czyli to, ile masz dziś realnej energii, są warunkiem, żeby ta gałąź w ogóle miała co nieść.

Zanim zainwestujesz w kolejne narzędzie AI, sprawdź, z jakiego poziomu witalności właściwie startujesz.

Całą rozmowę obejrzysz na kanale pp.tv, w serii „Nasza Przyszłość". Program prowadził dr Marcin Korecki, gościem był Piotr Muszyński.

Materiał edukacyjny i osobista relacja autora na podstawie rozmowy w programie. Przywołane liczby i prognozy to szacunki cytowane w rozmowie, nie zweryfikowane niezależnie przez Common Roots — traktuj je jako kierunek, nie fakt. Wątki dotyczące zdrowia i witalności mają charakter ogólny i nie zastępują konsultacji z lekarzem. Skan Witalności to narzędzie edukacyjne, nie diagnoza medyczna.